Nie da się śledzić wszystkiego i być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się w muzyce, nawet na tak skromnym polu jak polskie ciężkie granie. Niedawna premiera nowego Sznura, o wiele mówiącym tytule Cwel, jakoś przeszła u mnie bez echa. Najprawdopodobniej dlatego, że wszechobecne algorytmy postanowiły, że nie będę się tym interesować. W sumie miały rację.
Kiedy pierwszy raz trafiłem na ten projekt, był to okres gdzieś po wydaniu Rzeczom Odrazy.
Odraza wniosła trochę świeżości, przynajmniej w warstwie lirycznej, do okolic black metalu. Zrezygnowano z lasów i fiordów na rzecz ulic, bram i kamienic. Daleko mi z mojego domu do lasów północnej Europy, więc bez problemu kupiłem tę estetykę, bo ta muzyka opisała świat, w którym poruszam się od urodzenia.
Esperalem tkane i Rzeczom były bardzo udane. Naturalne więc, że dość szybko pojawili się naśladowcy. Najlepszym przykładem była pierwsza EP-ka Zmarłym – Ziemie jałowe, z ich upiornym pytaniem do słuchacza: Gdzie mieszkasz?
Sznur też wszedł w to pole, ale w sposób bardziej dosłowny i obleśny.
Odraza, mimo brutalności brzmienia, niesie ze sobą również pewną elegancję w tekstach. Kompozycje są złożone i przejrzyste.
Sznur wszedł natomiast na wyżyny obrzydliwości w duchu drugiej fali black metalu. Ma być prosto, brzydko i kropka. Sznur pokazał – i nie będzie to wielkie odkrycie – że zło i bezsens są w nas, ale przedstawił to w domowym zaciszu, bez górnolotnych haseł i wezwań do ludobójstwa czy wojen.
Przemoc domowa? Jest. Przykładowy utwór: Likwidator rodziny.
Depresja i inne złe stany emocjonalne? Też są. Przykładowe utwory: Wieszak dla skóry albo Zabić się będąc martwym.
Wieszak dla skóry. Zabić się będąc martwym. Dla mnie to nie są jakieś górnolotne konstrukcje poetyckie, tylko realny opis tego, jak ludzie potrafią mówić o swoim wnętrzu, kiedy trawi ich depresja i kiedy w swojej bezsilności zapadają się do środka samych siebie.
Nawet merch jaki wypuścił Sznur był w tym groteskowo spójny. Tzw. żonobijka z nadrukowanym logo zespołu i odpowiednim paragrafem z kodeksu karnego, odnoszącym się do przemocy domowej. Genialne w swoje prostocie.
Kiedy dowiedziałem się, że ma wyjść nowa płyta – Ludzina – czekałem na nią z niecierpliwością, oczekując kolejnej porcji zepsucia i degeneracji. Ba, kupiłem nawet w preorderze koszulkę i kasetę, zresztą wspaniale wydaną.

Dostałem to czego oczekiwałem… ale w bardziej bazarowej formie. Taka Łydka Grubasa albo Lej Mi Pół, tylko w wersji blackmetalowej. Przeżyłem wielki zawód. Do tego ich zdystansowana, śmieszkowata działalność w social mediach i oprawa koncertowa? Ech.
Nie widzę sensu żebym się rozpisywał na temat robienia cyrku z black metalu. Bo kilka lat temu pisał o tym Berlin – O śmianiu się z black metalu – zachęcam do zapoznania się z tym tekstem, bo szczegółowo omawia ten problem.
Dwa razy widziałem Sznur na scenie: na Mystic Festival 2024 i Summer Dying Loud 2025. Oklepane aż do bólu. Znakiem polskiego black metalu w tej dekadzie są kaptury i maski. Tutaj nie było inaczej.
Tak, wiem – zespół koniec końców to biznes. I choćby nie wiadomo jak się przed tym zapierać rękami i nogami, każda sztuka orbitująca w sferze profanum jest z natury komercyjna i jej celem jest zarobienie pieniędzy.
Ale kolejna kapela w maskach, która próbuje być trochę taką pato-Gruzją, to już nie na moje siły. Mimo to ten schemat działa. Ludzie chcą to słuchać i oglądać na żywo. Pierwszego dnia Summer Dying Loud 2025 chyba najwięcej osób nosiło właśnie koszulki z logo Sznura. Konwencja jaką obrał zespół się sprawdza i dobrze sprzedaje. A spór o rację wygrywa ten kto ociera łzy plikiem banknotów.
Koniec końców wysiadłem z tego pociągu. To nie mój świat.
Tak jak Deathspell Omega można podzielić na erę przed i po wydaniu Si monvmentvm reqvires, circvmspice – i znajdą się zwolennicy zarówno „starej”, jak i „nowej” DsO – tak w wypadku Sznura również można wyznaczyć granicę: przed i po Ludzinie.
I właśnie tutaj pozostanę. Będę siedzieć i narzekać, że kiedyś to było, a Sznur skończył się na Kill ’Em All. Takie narzekania starego człowieka.
Nowego Sznura – Cwel – przesłuchałem od początku do końca dwa razy. Potem zdarzyło mi się jeszcze kilka razy wrócić do pojedynczych utworów. I to nowe wydawnictwo w sumie nie jest takie złe. Ludzina chyba wyznaczyła konkretny kierunek artystyczny dla tego zespołu.

Ktoś na pewno gdzieś się ucieszył, że ta płyta wyszła.
Jeśli podoba ci się Sznur i jego nowy Cwel, to nie zastanawiaj się zbyt długo: kup, rzuć kasą w zespół.
Bez naszej forsy ta niewielka scena ekstremalnej muzyki w Polsce nie będzie się rozwijać. I chociaż kupiłem koszulkę oraz kasetę Sznura, który – jak już pisałem – ostatecznie nie do końca mi leży, to nie żałuję. Pieniądze poszły w obieg. Może dzięki temu w przyszłości kolejna płyta wywali mnie z butów, albo wydawca znajdzie środki na wypuszczenie czegoś jeszcze lepszego. Niech ta mała, brudna metalowa karawana idzie dalej.


[…] Przy kolejnym odsłuchu umierała już jednak jakaś część mnie. I nie dlatego, że uważam black metal za rzecz świętą, której nie wolno dotykać brudnymi rękami, żartować z niej ani wystawiać na działanie disco polo. Wręcz przeciwnie. Pisałem już o tym przy okazji moich skomplikowanych stosunków z zespołem Sznur. […]